Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy Gosiarella ma (a jeśli ma to gdzie) swoją granicę masochizmu? Myślałam, że Polska edycja "Ekipy z..." będzie poza tą mistyczną granicą, jednak Catalinka rzuciła mi wyzwanie i to jej możecie podziękować za namówienie mnie do popełnienia tego tekstu. Wszystko zaczęło się kilka dni temu na blogowym FB, gdzie dyskutowałyśmy o niskiej jakości seriali i Gosiarellowej wysokiej odporności na chłam. Od słowa do słowa zeszło na Warsaw Shore i jego arcyniskim poziomie. Catalinka, challenge accepted!
![]() |
U góry ekipa z Warszawy, poniżej Ekipa z New Jersey |
Po chwili pojawiają się pierwsi goście! Pierwszą Gosiarellową myślą jest, że do złudzenia przypominają oryginalnych Jerseyowych imprezowiczów! Wszyscy opaleni, z ciemnymi oczami, włosami itp. oraz taką jakąś plastikowością. Chociaż w Polskiej edycji pojawia się blondyna. Uczestniczka opisuje się, jako "naturalna piękność" i jestem prawie pewna, że jej definicja "naturalności" różni się od mojej, bo w mojej farbowane włosy, tipsy, opalenizna z solarium i tona tapety po prostu nie występuje oraz pokazali ją bez makijażu i wtedy nawet drugie słowo z jej opisu nie potrafi się obronić, ale może chodziło jej o to, że przed tymi wszystkimi zabiegami była prawdziwą naturalną pięknością? Z tym mogę się zgodzić, bo wydaje mi się, że była śliczna przed tymi zabiegami. Skoro już o ludziach z tej Ekipy mowa to osobowości są dość niesamowite. Jest jedna mała laleczka, która specjalnie mnie nie irytuje niczym poza kompletnym brakiem znajomości języka polskiego. To nawet nie chodzi o to, że myli czasy, bo przy wypowiedziach typu "I wiecie! Ten tamtego Elizka to tego tego to! Hahaha! Tego tam Śmietany to tego hehehe wiecie?" - to jest bełkot, w którym wymienia się imiona, a opis nadrabia minami i gestykulacją. Poważnie! Jak można nie znać słów w ojczystym języku?! Tę dziewuszkę lepiej oglądać, gdy wyłączy się głos, bo przynajmniej nie włącza się w głowie wielkie WTF? Kolejną uczestniczką jest dość piskliwa dziewoja, która w sumie nic nie robi ciekawego poza byciem problematyczną i nieco obłudną. Zdziwiło mnie, że krzycząc pod drzwiami (czy tam rzępoląc) obraźliwe wyzwiska pod adresem współlokatorki, tłumaczyła nazajutrz, że nie ma sobie nic do zarzucenia, bo śpiewała "piosenki z Firmy". Seriously? Seeeeeriouuusly?
Ostatnią dziewczyną w willi jest Ania (po raz pierwszy użyłam imienia!) i mimo iż nie jest to wzór wszystkich cnót, ani materiał na zakonnice to jednak ta dziewczyna jest bardziej świadoma swoich działań i myśli przyszłościowo. Zauważyliście może dlaczego nie napisałam, że jest mądrzejsza, czy tam porządniejsza od reszty? Już wyjaśniam. Nie znam tych ludzi, wódki z nimi nie piłam i nigdy nie widziałam, jak się zachowują poza kamerami. Wolę wierzyć, że to co pokazują w telewizji nie jest 100% odzwierciedleniem ich normalnych zachowań. Może zachowują się tak a nie inaczej, bo chcą zabłysnąć? Albo wymaga tego od nich program? Nie jestem w stanie uwierzyć, że tak uwłaczający poziom mogą reprezentować sobą na co dzień. To jest po prostu nie możliwe. Koniec. Kropka!

Rozpisałam się, więc teraz krótko. Przez Warsaw Shore ledwo przebrnęłam. Program nie przedstawia żadnej wartości. Nie nadaje się dla widzów niepełnoletnich (bo to akurat kogoś powstrzyma). Przekazuje złe wzorce i upodla postawy moralne. Obwiniam o to MTV, a nie uczestników. Jeśli jesteście wytrzymali psychicznie to oglądajcie, choć Gosiarella nie poleca, bo po chwili z mózgu zostaje sieka. Jeśli chcecie być hardcorami to nie zapomnijcie tu wrócić i napisać, jak wam się podobało (a raczej co wam się nie podobało, bo lubię długie komentarze).
P.S. Jeśli mi nie wierzycie to posłuchajcie Majewskiego.

P.S. Jeśli mi nie wierzycie to posłuchajcie Majewskiego.