Looking For Anything Specific?

Header Ads

Zamknięta w wieży, czyli prawdziwa historia Roszpunki


Od dawna chciałam napisać o Roszpunce, ale jej wersja Disneya jest tak cudowna, że nie potrafiłabym jej zrobić krzywdy. Niestety trzeba być silnym ani miękkim, a life is brutal and full of zasadzkas – co zresztą jest mottem Gothel. Dlatego też nadszedł dzień przepełniony bólem i cierpieniem (Gosiarelli), w którym do True Story dołączy nasza piękna długowłosa blondyna. Porzućmy bezpieczną strefę komfortu w wieży by zmierzyć się z okropną rzeczywistością świata zewnętrznego.
Przerobimy wersję braci Grimm, spisaną w 1812 roku, ponieważ do wcześniejszych wersji niestety nie dotarłam (niestety jako jeszcze niepełnoetatowy, sprzedajny bloger nie miałam czasu i środków na odleglejsze podróże w czasie). Coś za dużo ostatnio tych germanów, więc następne baśnie będą z innego regionu świata, obiecuję. Tymczasem zobaczmy, jak wyglądała oryginalna wersja tej bajki.


Dawno, dawno temu...
Przykładowy Kmiotek i Kmiotka
Był sobie Król i była sobie Królowa, którzy nie byli częścią tej historii (tak, Disney kłamie). Był sobie też pewien kmiotek i była żona kmiotka i to właśnie oni dają początek tej historii. Kmiotek i kmiotkowa mieli pewną zachciankę, a konkretnie długo starali się o dziecko, aż w końcu się udało. Smaki ciężarnym sprzyjają, więc nawet Kmiotce zamarzyło się coś specjalnego -> roszpunka rosnąca w ogrodzie sąsiadki, która notabene była także czarownicą z obsesją na punkcie prywatności i swoich własności. Normalnie nikt przy zdrowych zmysłach nie próbowałby przejść przez mur otaczający posiadłość czarowinicy Gothel, ale ciężarna żona Kmiota zaczęła odstawiać cyrki. Przestała jeść, przestała o siebie dbać, przestała wychodzić na słoneczko i pewnie witamin też nie łykała (to ma być matka, która oczekuje upragnione dziecko? Seriously? Na surogatkę bym jej nie wzięła), a nawet stwierdziła, że jeśli nie pożre tej roszpunki to umrze. Przerażony kmiot, który również miał mózg wielkości fistaszka, zamiast zadzwonić po teściową by się sama z humorzastą babą użerała, postanowił zakraść się do ogrodu najstraszniejszej czarownicy świata. Punkt za odwagę, ale minus trzysta za głupotę. Przyśpieszmy akcje, bo wieje nudą. Kmiotek zerwał roszpunkę, Kmiotkowa zjadła, smakowało, więc zaczęła jeszcze bardziej wydziwiać. Kmiotek ponownie złamał prawo i włamał się do Gothel, ale tym razem został nakryty przez wku…oj zapędziłam się. Wkurzona czarownica musiała zachować twarz złej wiedźmy, dlatego poczuwała się w obowiązku wymierzyć złodziejaszkowi karę. Wymyśliła, że pozwoli mu zabrać całą masę roszpunki, ale w zamian on ma jej oddać dziecko. Kmiotek oczywiście się zgodził. Chyba jednak potomek wcale nie był tak długo oczekiwany, jak mogło się zdawać.

Od dnia swoich narodzin Roszpunka znajdowała się pod opieką Gothel. Gdy skończyła dwanaście lat, została zamknięta w położonej w lesie wieży, która nie miała schodów ani drzwi. Na górze było tylko małe okienko. Gdy czarownica chciała wejść, stawała pod nim i wołała: Roszpunko, Roszpunko! Spuść mi na dół włosy! Ta posłusznie wypełniała polecenie, a czarownica sru! jak windą leciała na ostatnie piętro (i na co wiedźmie miotła?). Pewnie się zastanawiacie po co ta biedna, stara czarownica tak się męczyła, codziennie wychodząc po włosach na wieżę. Szczerze? Nie mam bladego pojęcia. Niby włosy roszpunki były piękne, długie i wyglądały, jak tkane ze złota, ale nic nie wiadomo o ich magicznych właściwościach (tak, Disney kłamie). Myślę, że możemy spokojnie założyć, że Gothel zwyczajnie przywiązała się (albo na swój sposób kochała) do dziewczyny i lubiła spędzać z nią czas. To ładnie z jej strony. W końcu była dla złotowłosej, niczym matka. I bez żadnych wymówek mi tu! Jeśli rodzice przehandlowali dzieciaka za ogólnodostępną zieleninę to raczej nie dostaliby orderu rodziców roku!


Tak czy siak, po paru latach przez las jechał królewicz, którego piękny śpiew Roszpunki, zwabił pod wieże. Koronowany chłopczyk chciał wejść na górę, jednak nie znalazł drzwi. Od tej chwili, niczym rasowy perwers-prześladowca, czaił się krzakach, aż ujrzał czarownicę i usłyszał jak woła: Roszpunko, Roszpunko! Spuść mi na dół włosy! (normalnie, jak Sezamie otwórz się!). Następnego dnia o zmroku, królewicz wykrzyczał magiczną formułkę, a Roszpunka, która całe życie słyszała jedynie głos Gothel, oczywiście dała się nabrać (to takie typowe!). Podobno dziewczyna przeraziła się na widok obcego mężczyzny (czyli jedynego, jakiego na oczy widziała), lecz po chwili swobodnie sobie konwersowali. Wyobrażam sobie jak mogła przebiegać ich rozmowa: 
K(rólewicz): Piękna Pani, pięknie śpiewasz! 
R(oszpunka): Dziękuję. Nudzi mi się w wieży to sobie śpiewam. (niezręczna cisza). 
K: Ładne włosy. Bardzo długie! 
R: Dziękuję, ciężko samej zejść z wieży, więc dawno nie byłam u fryzjera. (niezręczna cisza). 
K: Przechodziłem niedaleko. Wiesz, żony szukam. Znasz jakąś? 
R: Jestem tu sama. W znajomych na facebooku mam tylko matkę Gothel. Może Cię dodam? 
K: Nie ma sprawy. To skoro jesteś jedyną dziewczyną w okolicy to może mnie poślubisz? 
R: Dużego wyboru nie mam, więc nie ma sprawy. 
K: Cudownie! Wpadnę jutro w nocy obgadać szczegóły. (perwersyjny uśmiech)
R: Gdy będziesz przychodził, przynoś mi za każdym razem jedwabnych nici, a uplotę z nich drabinę. Gdy ją skończę, zejdę na dół i weźmiesz mnie na swego konia.

K: O tym koniu pogadamy wieczorem, ale z niciami nie będzie problemu.
Nie ogarniam dlaczego nie mógł przynieść liny albo drabiny, albo chociaż prześcieradeł. Może zwyczajnie nie śpieszyło im się do opuszczenia miłosnego gniazdka, w którym spotykali się każdej nocy? W końcu Roszpunka, jak skończona idiotka stwierdziła, że dogada swojej mamuśce, że jest ona cięższa od królewicza. Serio, mniej ostentacyjne byłoby zmienienie statusu na FB. Wracając do czarownicy. Wpadła ona w szał, wyzywała Roszpunkę od rozpustnic i w szale obcięła jej włosy. Musiała też zmienić lokalizację kryjówki, więc wygnała Roszpunkę do pustelni i obcięła jej kieszonkowe (tj. musiała tam żyć w ubóstwie).


Z kolei na królewicza zastawiła pułapkę. Przywiązała odcięte włosy Roszpunki do okiennego haka, a gdy niczego nieświadomy bałamuta darł się pod wieżą, zrzuciła mu włosy. Nawtykała mu i powiedziała, że jego ukochaną dosięgał jej gniew, który i jego teraz czeka. Głupol chyba nie załapał, że chciała mu zgolić włosy maszynką (tak przynajmniej podejrzewam), więc wyskoczył przez okno (Jeżu Kolczasty! Co za typ!), o dziwo, przeżył, jednak wpadł OCZAMI w ciernie, które wydłubały mu oczy. [Przepraszam, Gosiarella właśnie wyszła walnąć głową w ścianę. Ok. już.] Wracając do tematu: ślepy, niespełniony samobójca wałęsał się latami po lesie, aż w końcu znów usłyszał śpiew ukochanej, doczłapał do pustelni, w której mieszała Roszpunka z bliźniętami (Ha! Wiedziałam, że oni nie spotykali się nocą, żeby rozmawiać!). Gdy Roszpunka go ujrzała, rzuciła mu się na szyję i zapłakała, a dwie łzy spadły na jego oczy, dzięki czemu odzyskał wzrok. Całą rodzinką ruszyli do Królestwa królewicza. Happy End.

Gosiarella o Roszpunce
Podesłane przez Catalinkę
Standardowo odpuszczę sobie ponowną analizę oryginalnej baśni i od razu przejdę do wersji Disneya. Ogólnie uwielbiam „Zaplatanych”. To świetna, zabawna bajka z fajnymi bohaterami, wspaniałą grafiką i cudowną muzyką! Pomyślcie tylko: Ta laska ma kameleona! Jaki czad! Poza tym bardzo podoba mi się jej sposób zdobycia faceta. Patelnią w łeb i po sprawie. Niemniej nie przyszliście tu po to bym się zachwycała bajką, zgadłam?
Mam kilka zarzutów. Głównym jest oczywiście wytrzymałość włosów Roszpunki. Na obrazku powyżej macie zaprezentowany kark, który mógłby utrzymać człowieka, dlatego pominę ten drobiazg. Zastanawiają mnie za to włosy. Moje mają jakieś pół metra, zakładam, że wypadają w normalnej ilości, czyli plus minus 100 włosów na dzień. To daje ok. 50 metrów zgubionej sierści. 50 metrów! Wiecie ile włosów znajduję w łóżku, ubraniach i na psie?! Roszpunka, po miesiącu mieszkania w wieży, powinna mieć za oknem kilka stosów włosiego siana! I jak ona o nie dba, że się nie łamią te mutanty? Teraz żałuję, że przed napisaniem tego tekstu nie skonsultowałam się z jakąś blogerką urodową! Może jest jakaś na sali?


A teraz całkiem poważnie. Dziwię się, że Roszpunka po zejściu z wieży nie ma zaawansowanej agorafobii. No bo proszę Was, sama po zbyt długim przebywaniu w domu zachowuję się, jak dzikus. Zresztą przez to sama czasami czuję się, jak księżniczka zamknięta w wieży, z tym, że zamykam się na własne życzenie i jest mi z tym dobrze (#CiężkieŻycieBlogerkiPopKulturalnej). Gdy zaś nadchodzi moment, w którym jestem zmuszona do zmierzenia się z ponurą rzeczywistością to z lekką fascynacją i dużym niepokojem wyglądam niebezpieczeństw prawdziwego świata. A Roszpunka? Poza chwilową fiksacją (przeurocza scena!), naprawdę nieźle daje sobie radę i szybko odnajduje wśród ludzi, z którymi notabene nigdy nie miała kontaktu. WTF?

Najwięcej moich zastrzeżeń budzi jednak Gothel. Nie do końca odbieram ją, jako negatywnego bohatera, ale ja chyba zawsze mam problem z rzucaniem kamieniami w Disneyowskich łotrów. Może wyciągam zbyt daleko idące wnioski, ale czy Waszym zdaniem Roszpunka nie jest odrobinę niewdzięczna? W końcu przez całe swoje życie uważała Gothel za swoją matkę. Wiem, że w animowanej wersji czarownica ją wykradła i miała w tym swój cel, ale i tak zachowywała się do małej całkiem w porządku. Nie trzymała ją w lochach, nie kazała sprzątać i chodzić w łachmanach, jak macocha Kopciuszka, nie karmiła z procy, nie próbowała otruć jabłkiem i zeżreć serce, jak macocha Śnieżki. Nie! Gothel dawała jej książki, przynosiła farby do malowania, załatwiła jej kameleona (a co myśleliście, że kameleony na wieżach rosną?) i spędzała z nią czas. Moim zdaniem nie była najgorszą matką, na jaką Roszpunka mogła trafić, co udowadnia nawet oryginalna wersja bajki. Za to Roszpunka zachowała się trochę, jak rozwydrzone dziecko, które dowiaduje się, że jest adoptowane (teraz może trochę przegięłam). Tupnie nogą, zaczyna się buntować i leci do rodziców biologicznych, jednocześnie przekreślając wszystko, co łączyło ją z jedyną osobą, która się nią opiekowała całe życie. Swoją drogą Julek z pewnością cieszyłby się, jak głupi, gdyby dostał taką matkę, jak Gothel!

Ps. Gothel dobra, czy zła? Dajcie znać co o niej myślicie!
Ps2. Prawie wszystkie grafiki pochodzą z tej strony
Ps3. Ankieta, Ankieta! Rozdaje ankietę do wypełnienia. O tutaj! Dziękuję!

Prześlij komentarz