Looking For Anything Specific?

Header Ads

Goły król i włochaty cesarz


Oglądaliście „Nowe Szaty Króla”? Pewnie nie wszyscy, bo pomimo, że wyszła ze stajni Disneya to nie jest tak popularna, jak księżniczkowe baśnie typu „Śpiąca Królewna” (przeczytaj jej True Story), „Kopciuszek” (przeczytaj jej True Story), czy „Królewna Śnieżka” (przeczytaj jej True Story). Jeszcze jakiś czas temu sama nie spodziewałam się, że Kuzco znajdzie swoje miejsce w blogowym, bajecznym cyklu, ponieważ jest komedią sam w sobie i nie potrzebuje moich komentarzy. W dodatku w bardzo małym stopniu nawiązuje do oryginalnej baśni opublikowanej w 1837 roku przez Hansa Christian Andersena. Ostatnio jednak stwierdziłam, że warto jednak ją przedstawić, choćby po to byście wiedzieli, że czasami Disney bywa jednak kreatywny (mimo inspirowania się starym dziełem). Oto oryginał:

Przed wielu laty żył sobie cesarz, który tak bardzo lubił nowe, wspaniałe szaty...


… Nasza królewska modnisia lubiła wydawać na nie góry złota i przebierać się tak często, jak to możliwe, nawet co godzinę. Gwizdał na swoich poddanych, gwizdał na żołnierzy, czy sprawy państwowe, bo czas wolał spędzać w garderobie (czy tylko ja mam wrażenie, że Gosiarella zaczęła rymować?). Swoją drogą podejrzewam, że to jego Królestwo, a konkretnie poddani, utrzymywali się głownie z tkactwa, krawiectwa itp. W każdym razie pewnego radosnego dnia do cesarskiej krainy zawitało dwóch sprytnych ludzików i wmówiło wszystkim mieszkańcom, że potrafią tkać najpiękniejsze materie, jakie sobie tylko można wymarzyć (założę się, że oni by mi wyczarowali damski podkoszulek z zombiaczkami). Nie dość, że barwy i wzór szat miały być niezwykle piękne, ale także miały cudowną własność: były niewidzialne dla każdego, kto nie nadawał się do swego urzędu albo też był całkiem głupi. Domyślacie się, że nasz modowy król postanowił sprawić sobie nowe trendy ciuszki, które dodatkowo pozwoliłyby mu się przekonać, którzy ludzie w jego kraince nie nadają się do swoich urzędów, a którzy to ostatnie tępe lamy (zaspoileruję Wam: udało się!). Reklama dźwignią handlu, więc czym prędzej dał oszustom mnóstwo hajsu by rozstawili swój warsztat tkacki i wydziergali szatę.
Nasi super projektanci Ściema&Niewidka nakupili najdroższe jedwabie, lecz według bajki chowali je do kieszeni (to chyba małe ścinki kupowali), zaś pracowali przy pustych warsztatach. Biedaki musiały udawać, że pracują całymi dniami i to do późnej nocy (nie mam pojęcia, jak udało im się zachować przy tym powagę). Król zaś szalał z niecierpliwości, podobnie poddani, którzy w swej sąsiedzkiej miłości, chcieli się czym prędzej przekonać, czy Kowalski z chaty obok nie jest czasem skończonym idiotą, jak przypuszczali od lat. Przepraszam, ale muszę na chwilę przerwać, normalnie nie mogę się powstrzymać przed publikacją apelu do Was:
Ludzie, oto blog, różowy Gosiarellowy blog, który skupia jedynie zacnych i inteligentnych czytelników obdarzonych dużą dawką humoru (co akurat jest szczerą prawdą!), a wszyscy, którzy go nie lubią są głupi i mają pchły! Wysyłajcie link do bloga znajomym, wysyłajcie sąsiadom i współpracownikom by sprawdzić, czy są zapchlonymi idiotami! Nie czekajcie! Przetestujcie ich już dziś!
Yzmowy facepalm
Ok. wróćmy do baśni, bo odeszłam odrobinę od tematu. Król wysłał zaufanego ministra, który zasłużył na swoje stanowisko i głupi nie był, aby sprawdził, jak idą prace nad jego nowym ciuszkiem. Gdy stary, dobry minister zobaczył pusty warsztat tkacki, lekko się zdziwił, że nic nie zobaczył. Wstyd i obawa przed wyśmianiem wzięła górę i zaczął zachwalać nieistniejące tkaniny. Na jego szczęście Ściema&Niewida przyszli mu z pomocą i w rozmowie podsuwali nazwę barw oraz kształt kroju by mógł powtórzyć je swemu władcy. Przy okazji dodali, że potrzeba im więcej kasy do skończenia tego cuda. Król się ucieszył z wieści, ale dla pewności wysłał kolejnego urzędnika, przez co cała sytuacja się powtórzyła. W końcu stwierdził, że powinien na własne oczy zobaczyć za co płaci tyle kasy i aż oczom nie wierzył, gdy niczego nie dostrzegł. Niemniej sytuacja wymagała by brnął w zachwyty, więc zachwycał się strasznie, a wraz z nim cały orszak. Postanowiono, że nazajutrz Król w nowych szatach przeparaduje się ulicami miasta, by wszyscy mieszkańcy mogli go podziwiać. Swoją drogą ubieranie króla musiało być przezabawne. Musieli udawać, że trzymają coś w rękach, delikatnie naprowadzać króla, który przecież powinien je widzieć (już to widzę: „Teraz Miłościwy Panie podnieś nóżkę, nakładamy bowiem lewą nogawkę. Tak, tak, wiemy, że ją widzisz, tak jak tą oto ciżemkę. Pasuje idealnie, prawda?” – Nie, gaddemyt! Będzie go obcierać goła stopa, wiecie! C’mon!), a przy tym musieli się trzymać by nie parsknąć śmiechem. Szczerze? Jestem pełna podziwu, bo sama turlałabym się po podłodze ze śmiechu, a przy tym prosiła kogoś by to wszystko filmował z ukrycia.


Nadeszła wielka chwila, w której król-ekshibicjonista pokazał się swym wiernym poddanym, którzy mieli równie wysoki poziom IQ, jak ich władca. Plebs wołał „Och! Jaki nasz władca nowoczesny!” „Ach! Jak pięknie ubrany”, „Oj! Chciałbym takie szaty” i inne głupoty. Tym sposobem żaden Zitek za płota nie wyszedł na głupola (czyżby?). Widzicie, jak skuteczny jest dobry marketing? Wszystko poszłoby zgodnie z planem, gdyby nie jakieś niewyedukowane dziecko, które krzyknęło, że władca jest nagi (no tak… przecież nikt wcześniej nie zauważył!). Dorośli, którzy jeszcze przed chwilą, wychwalali niewidzialne szaty, teraz stwierdzili, że dziecko musi mieć racje (doprawdy, logika tych kmiotków mnie zadziwia) i zgodnie wyśmiali króla. The End.

Zastanawia mnie morał tej baśni. Zazwyczaj (czyt. zawsze) twierdzę, że wnioski płynące z oryginalnych baśni są o kant zada rozbić. Tym razem jednak coś dostrzegam. Skonsultowałam się w tej sprawie z Google i okazało się, że nie do końca się zgadzamy. Mądre Strony W Internetach wmawiają mi, że chodzi o zdemaskowanie głupoty, ośmieszenie próżności i coś tam o naiwności. Gosiarellowym zdaniem baśń bardziej ukazuje ludzką niepewność siebie. Ludziki z bajki bały się, że zostaną wyśmiani, gdy tylko wyrażą swoją szczerą opinię. Czy naprawdę do tego stopnia obawiamy się tego, co pomyślą o nas inni? Jeśli tak to może nawet dobrze, że czasami mam nieco wybujałe ego, które pozwala mi wierzyć we własną nieomylność i odchody zawsze nazwę odchodami, choćby inni chcieli wkładać je do ust (Fuj!). Jestem przekonana, że akurat Was nie muszę edukować, bo mądre z Was dzieciaki (w końcu czytacie Gosiarellę!), ale każdego w życiu czasami przeraża to, jak inni nas postrzegają. Walcie to! Jeśli mają Was za młoty, a młotami nie jesteście to ich strata. Na świecie żyje ponad 7 miliardów ludzi – zabrakłoby nam życia by się nimi wszystkimi przejmować. Chyba, że jesteście z organizacji praw człowieka (czy czegoś podobnego) – wtedy powinniście się przejmować! Dobra dość morałów na dziś. Przejdźmy do Disneya.


Gosiarella o Nowych Szatach Króla 
Przede wszystkim muszę Wam powiedzieć, że ta bajka trochę popsuła mi szyki. Nie mam jak jej wyśmiać, bo ona sama z siebie się śmieje. Wszystkie nielogiczne zachowania są w mniejszym lub większym stopniu wyśmiane przez bohaterów animacji. Nawet Kuzco, który dosłownie czyta w Gosiarellowych myślach, robi za narratora! Ta bajka jest kwintesencją mojego wyzłośliwiania się. I jak tego nie kochać? Powiem Wam: nie da się! Jak oni mogli MI to zrobić? Spójrzcie tylko: 

- Mamy cudownego, mega narcystycznego głównego bohatera, który poniewiera swoimi wieśniakami. Jest tak zapatrzony w siebie, że postrzeganie go, jako pozytywnego bohatera jest mocno wątpliwe. 

- Mamy Yzmę, która z pewnością jest najlepszym negatywnym bohaterem w historii wytwórni Disneya. Ma własne tajne laboratorium (ze zjeżdżalnią!!), w którym miesza eliksiry oraz przystojnego, umięśnionego i przede wszystkim głupiego pomagiera, którego od czas do czasu wymienia na nowszy model. Jakby tego było mało, ma rozsądne motywy działania: chce przejąć władzę. Aaaa… zapomniałabym, że jej dodatkowymi plusami są a) okazjonalne zmienianie się w kota i b) rewelacyjna mimika twarzy, jak na tak wiekowy artefakt.
Gosiarella musiała posłuchać Kuzco

Ps. Przypomnę raz jeszcze: Ludzie, oto blog, różowy Gosiarellowy blog, który skupia jedynie zacnych i inteligentnych czytelników obdarzonych dużą dawką humoru (co akurat jest szczerą prawdą!), a wszyscy, którzy go nie lubią są głupi i mają pchły! Wysyłajcie link do bloga znajomym, wysyłajcie sąsiadom i współpracownikom by sprawdzić, czy są zapchlonymi idiotami! Nie czekajcie! Przetestujcie ich już dziś!
Ps.2 Macie swoich ulubionych egoistyczno-narcystycznych bohaterów? Podzielcie się nimi w komentarzach.
Ps3. Informacyjnie: Przypominam o ankiecie (klik) i konkursie (klik), a grafiki pochodzą z tej strony (klik).

Prześlij komentarz