Halloween, więc powinno być strasznie, a będzie śmiesznie, a może nawet trochę ckliwie. Będzie o czytelnikach (o pardon: Sałatach), którym przy każdej okazji wyznaję miłość, lecz rzadko wyjaśniam czym zdobywają moje serce. Ten tekst jest o Was, dla Was z lekką nutką wariactwa, w podziękowaniu za to, że jesteście i nieustannie poprawiacie mi nastrój.
Ostatnio przeczytałam w czeluściach internetu kilka wyobrażeń o mnie, spisanych przez obcych ludzi. Niektórzy Ameryki nie odkryli zarzucając mi, że jestem narcyzem z przerośniętym ego (babcia od dziecka mówi mi, że jestem cudowna, więc dlaczego miałabym jej nie wierzyć?), że zależy mi na odwiedzinach czytelników (tak, nie czarujmy się: czytelnicy i ich komentarze są przedłużeniem tego bloga - przykład pod każdym wpisem), że czasami piszę bzdurne teksty (tak, bo nie interesuje mnie prowadzenie poważnego bloga, na którym wszyscy muszą ściskać poślady). Szczerze powiedziawszy bardziej mnie to bawi, niż rani (chociaż nóż z pleców musiałam wyjąć). W przypływie owego rozbawienia wrzuciłam przedwczoraj na facebooka fragment wypowiedzi pewnej blogerki:
Wraz z powyższym cytatem, zapytałam fejsbukowiczów, jak chcieliby być od teraz nazywani. Odpowiedzi mnie powaliły, jednak nie miałam wyjścia i musiałam się zastosować.
Sałata? Ok. jeśli naprawdę tego chcecie to może się jakoś do tego przyzwyczaję! Niemniej eM miała inny pomysł:
Powyższe screeny świetnie obrazują kilka faktów:
1. Czytelnicy aka Różowe Sałaty są niesamowicie kreatywne w nabijaniu się z Gosiarellowego ego oraz w wymyślaniu szalonych rzeczy.
2. Różowe Sałaty są zgrane i potrafią się świetnie dogadać.
3. Różowe Sałaty (to naprawdę aż dziwnie się pisze) przywołują uśmiech na twarzy i dla mnie blogowanie nie miałoby sensu bez poznawania ich! Mam nadzieję, że z czasem poznam tu jeszcze wielu pozytywnie zakręconych ludzi!
Jeśli sądzicie, że na tym skończył się ich złowieszczy plan to jesteście w błędzie. Zbierając w całość wszystkie komentarze pod tamtym jednym wpisem, wyszło, że z inicjatywy eM i Stulecia literatury, zakładamy Kościół Różowej Gosiarelli (nazwa wymyślona przez Catalinkę). Jego logo to narcyz o różowych płatkach (pomysłodawczynią jest Gabrielle). Msze wypełnione inspiracyjnym narcyzmem będą się odbywały online. Oficjalny hashtag: #KRGosiarelli
Powyższy pomysł (nie wiem, jak inaczej mogłabym to nazwać) jest jednym z licznych przykładów tego, co będę chciała podsumować poniżej. Prawda jest taka, że mogłam tu wrzucić wiele innych rozmów, jak na przykład Pinky Heroes tworzone z geniuszem zła, Iarą. Wasze wypowiedzi ankietowe (te niepublikowane). Czy przykład większości rozmów z Wami pod notkami, w których tak mocno schodzimy z tematu przewodniego, że niemal w pewnym momencie zapominam co nim było. Jednak wróćmy do sedna:
Możecie już głęboko odetchnąć, bo żaden Gosiarellowy Kościół nie powstanie ani nawet partia polityczna. Wybrałam tą konkretną rozmowę jako przykład pokazujący, jak genialni ludzie zebrali się wokół mnie. I to nie dlatego, że jestem narcyzem (choć jestem) tylko dlatego, że Wszechświat tak chciał. Nie będę nikogo przepraszać za moje uwielbienie do ludzi, którzy się tu pojawiają. Nic z tego! Są blogerzy, którzy nie znają swoich czytelników i taka opcja im pasuje. Nie widzę w tym nic złego, chociaż moim zdaniem wiele tracą. Osobiście wybrałam inną drogę: rozmawiam z Wami w komentarzach, z niektórymi wymieniam maile, organizuje spotkania (ok. na razie jedno) z czytelnikami (czyt. Sałatami) i tych z Was, którzy pozwalają się poznać - zaczęłam uwielbiać. Rozbawiacie mnie nieustannie, dajecie mi motywacje do pisania po nocach, macie masę pozytywnej energii i głowę wypchaną zwariowanymi pomysłami. Jeśli miałabym wybrać jedną konkretną blogową rzecz, z której jestem najbardziej dumna to jesteście nią Wy. Fakt, że udało mi się Was wszystkich zebrać na tym różowym blogu. Za chwalenie się Wami nigdy nie będę przepraszała!
Ps. Wiecie ile razy Wam mówiłam, że przestanę Wam wyznawać miłość? Za dużo! Tym razem mówię poważnie. Skończyło się! Kolejne wyznanie dopiero na dzień dziecka...no...w ostateczności jeszcze w komentarzach, ale na tym koniec!
Ps2. Czytelniku/Sałato, którego jeszcze nie znam - pozwól mi się poznać!
Ps3. To co zostają Różowe Sałaty czy macie lepszy pomysł?
Ps4. Skierowany do blogerów: Z racji tego, że dziś Halloween mam dla Was dwa słowa: STATYSTYKI i CZYTELNICY! Boooo!
Ostatnio przeczytałam w czeluściach internetu kilka wyobrażeń o mnie, spisanych przez obcych ludzi. Niektórzy Ameryki nie odkryli zarzucając mi, że jestem narcyzem z przerośniętym ego (babcia od dziecka mówi mi, że jestem cudowna, więc dlaczego miałabym jej nie wierzyć?), że zależy mi na odwiedzinach czytelników (tak, nie czarujmy się: czytelnicy i ich komentarze są przedłużeniem tego bloga - przykład pod każdym wpisem), że czasami piszę bzdurne teksty (tak, bo nie interesuje mnie prowadzenie poważnego bloga, na którym wszyscy muszą ściskać poślady). Szczerze powiedziawszy bardziej mnie to bawi, niż rani (chociaż nóż z pleców musiałam wyjąć). W przypływie owego rozbawienia wrzuciłam przedwczoraj na facebooka fragment wypowiedzi pewnej blogerki:
"Jedna z blogerek rzuciła w pewnym momencie: "Lubię z moimi czytelnikami rozmawiać nie tylko o książkach..." Zastanowiła mnie formuła "moi czytelnicy". Z jednej strony racja: jestem blogerem, publikuję, a więc piszę, odwiedzający moją stronę są więc czytelnikami. Z drugiej strony... czy to nie jest niebezpiecznie bliskie zrównaniu się z autorami książek? Podniesienie siebie na jakiś wyższy poziom w jakiejś hierarchii?" [Źródło]
Wraz z powyższym cytatem, zapytałam fejsbukowiczów, jak chcieliby być od teraz nazywani. Odpowiedzi mnie powaliły, jednak nie miałam wyjścia i musiałam się zastosować.
Dowód A: Geneza powstania Różowych Sałat |
Sałata? Ok. jeśli naprawdę tego chcecie to może się jakoś do tego przyzwyczaję! Niemniej eM miała inny pomysł:
Dowód B: Geneza powstania #KRGosiarelli |
1. Czytelnicy aka Różowe Sałaty są niesamowicie kreatywne w nabijaniu się z Gosiarellowego ego oraz w wymyślaniu szalonych rzeczy.
2. Różowe Sałaty są zgrane i potrafią się świetnie dogadać.
3. Różowe Sałaty (to naprawdę aż dziwnie się pisze) przywołują uśmiech na twarzy i dla mnie blogowanie nie miałoby sensu bez poznawania ich! Mam nadzieję, że z czasem poznam tu jeszcze wielu pozytywnie zakręconych ludzi!
![]() |
Wersja demonstracyjna |
Powyższy pomysł (nie wiem, jak inaczej mogłabym to nazwać) jest jednym z licznych przykładów tego, co będę chciała podsumować poniżej. Prawda jest taka, że mogłam tu wrzucić wiele innych rozmów, jak na przykład Pinky Heroes tworzone z geniuszem zła, Iarą. Wasze wypowiedzi ankietowe (te niepublikowane). Czy przykład większości rozmów z Wami pod notkami, w których tak mocno schodzimy z tematu przewodniego, że niemal w pewnym momencie zapominam co nim było. Jednak wróćmy do sedna:
Możecie już głęboko odetchnąć, bo żaden Gosiarellowy Kościół nie powstanie ani nawet partia polityczna. Wybrałam tą konkretną rozmowę jako przykład pokazujący, jak genialni ludzie zebrali się wokół mnie. I to nie dlatego, że jestem narcyzem (choć jestem) tylko dlatego, że Wszechświat tak chciał. Nie będę nikogo przepraszać za moje uwielbienie do ludzi, którzy się tu pojawiają. Nic z tego! Są blogerzy, którzy nie znają swoich czytelników i taka opcja im pasuje. Nie widzę w tym nic złego, chociaż moim zdaniem wiele tracą. Osobiście wybrałam inną drogę: rozmawiam z Wami w komentarzach, z niektórymi wymieniam maile, organizuje spotkania (ok. na razie jedno) z czytelnikami (czyt. Sałatami) i tych z Was, którzy pozwalają się poznać - zaczęłam uwielbiać. Rozbawiacie mnie nieustannie, dajecie mi motywacje do pisania po nocach, macie masę pozytywnej energii i głowę wypchaną zwariowanymi pomysłami. Jeśli miałabym wybrać jedną konkretną blogową rzecz, z której jestem najbardziej dumna to jesteście nią Wy. Fakt, że udało mi się Was wszystkich zebrać na tym różowym blogu. Za chwalenie się Wami nigdy nie będę przepraszała!
Ps. Wiecie ile razy Wam mówiłam, że przestanę Wam wyznawać miłość? Za dużo! Tym razem mówię poważnie. Skończyło się! Kolejne wyznanie dopiero na dzień dziecka...no...w ostateczności jeszcze w komentarzach, ale na tym koniec!
Ps2. Czytelniku/Sałato, którego jeszcze nie znam - pozwól mi się poznać!
Ps3. To co zostają Różowe Sałaty czy macie lepszy pomysł?
