
Podobno nikt nie rodzi się zły, skoro tak to zastanówmy się dlaczego nasze czarne charaktery stają się złe. Bajki nigdy nie pokazują przeszłości złoczyńców. Tam od razu oni są źli i chcą zniszczyć szczęście wszystkich dookoła, ale właściwie dlaczego? W końcu nic nie dzieje się bez powodu, więc co nimi kieruje? Zemsta? Cóż... jeśli tak to trzeba mieć dobry powód by się mścić. Jeśli jednak powód jest inny np. pragną mieć swoje własne szczęśliwe zakończenie to dlaczego mieliby by go nie dostać?
By odpowiedzieć sobie na te pytania musimy przyjrzeć się historiom z Once Upon a Time (UWAGA! spoilery hasają na wolności!). Każdy czarny charakter miał w jakiś sposób nieszczęśliwe dzieciństwo. Cora (matka Reginy/ Królowa Serc) była biedną córką młynarza, która musiała pracować za dwoje, ponieważ jej ojciec był leniwym pijakiem. Jej pracowitość nie została w żaden sposób doceniona. Wpierw wykorzystał ją ogrodnik podający się za księcia, który ją porzucił, a później szantażował, gdy los w końcu się do niej uśmiechnął, czyli została narzeczoną prawdziwego księcia, Leopolda. Później jej happy end został zniszczony przez księżniczkę Evę, której wcale to nie wystarczyło. Gdy Cora stanęła na nogi, Eva znów podłożyła nogę, tym razem dosłownie. Doprowadziło to do kolejnego poniżenia biednej wieśniaczki w oczach rodziny królewskiej (tym razem innej). W końcu Corze udało się poślubić mężczyznę o błękitnej krwi, jednak nie darzyła go uczuciem, co doprowadziło do wyrwania sobie serca, które mogłoby jej przeszkodzić w stworzeniu wspaniałej przyszłości dla swojego przyszłego dziecka. Wiecie, brak serca i władanie czarną magią nie zrobiło z niej matki roku.
Skoro o dziecku mowa to była nim Regina. W młodości była słodką istotką brzydząca się magią. Pragnęła tylko żyć u boku swojej prawdziwej miłości, Daniela. Teraz również się nie udało, bo w jej życiu pojawiła się Śnieżka (swoją drogą córka Leopolda i Evy). Mała królewna zdradziła Corze sekret Reginy, przez co Daniel zginął, a Król Leopold poślubił przyszłą Złą Królową. I tym sposobem dobra, szlachetna i całkiem miła dziewczyna została uwięziona w rolach, które nienawidziła - żony króla, który jej nie kocha i macochy dziewczynki, która przyczyniła się do śmierci ukochanego. Każdy byłby sfrustrowany, a gdy do tego dochodzi fakt, że jej jedynym towarzyszem jest zły czarnoksiężnik podsycający jej gniew by nauczyć potężnej magii to nie powinniśmy się spodziewać, że Regina będzie śpiewać radośnie przy akompaniamencie ćwierkających ptaszków. Pomimo całego zła, które ją spotkało, ona ciągle zmagała się ze swoim mrokiem. Mówcie co chcecie, ale trzeba mieć mocny charakter by podejmować takie próby, gdy wszystko ciągle ją przytłacza np. Śnieżka zabija jej matkę, córka Śnieżki podkrada miłość syna Reginy itp. Kurcze wyszła nam z tego niezła wojna zwaśnionych rodów.
To może dla odmiany przytoczmy przykład kogoś niespokrewnionego z rodziną Młynarzy/Millsów. Może Królową Śniegu? Będzie w miarę świeża historia, bo z czwartego sezonu (ogólnie jestem zachwycona wplątaniem Frozen do Once Upon a Time!). Ingrid/Królowa Śniegu jest moim zdaniem najcieplejszym i najprzyjemniejszym złoczyńcą przedstawionym dotąd w serialu. Nawet będąc zła jest kochająca i troskliwa względem Emmy i Elsy. Co prawda z całą resztą radzi sobie gorzej, ale czego można było się spodziewać po kobiecie, która całe dzieciństwo spędziła w ukryciu, bo nikt nie potrafił jej wytłumaczyć, że jest kochana i akceptowana. Oczywiście jej siostry niby ją wspierały, ale czy ktoś, kto kocha swoją siostrę pozwala jej spędzić całe życie w zamknięciu, gdy oni bawią się na wspaniałych balach? Nie sądzę...
Najsmutniejsze jest w niej to, że jedyne czego pragnęła to miłość sióstr i gwarancja, że nie zrobi im krzywdy.
Na koniec bardziej współczesny złoczyńca od Dreamworksa, czyli Megamocny. Jego dzieciństwo to dopiero było smutne, nie mówiąc już o tym, że wszystkimi możliwymi sposobami los zmusił go do bycia złym. Gdy był małym, niebieskim berbeciem stracił rodziców, a przy okazji wszystkich krewnych i dwunogów z jego gatunku, gdy jego planeta wpadła do czarnej dziury. On sam został wcześniej wpakowany do mini kapsuły ratunkowej i wysłany w kosmos, aż trafił na Ziemię. Miał trafić do kochającej rodziny, jednak "dobry charakter" go wypchnął, zajmują jego miejsce. Przez to podłe przejęcie domu, nasz mały złoczyńca trafił do więzienia, gdzie dorastał wśród kryminalistów. Mimo nieprzychylnego losu starał się być dobry i zdobyć przyjaciół, jednak wszyscy traktowali go, jak złoczyńce. W końcu znudziły mu się próby, postanowił dorosnąć do oczekiwań społeczeństwa względem niego.
Tak, zdecydowanie nikt nie rodzi się zły, tylko do tego dorasta. Często ich zło jest efektem postępowania tych dobrych, którzy wcale tak nieskazitelni nie są. Swoją drogą jestem bardzo ciekawa gdzie były dobre wróżki, czy inne matki chrzestne, gdy te złe królowe i reszta potrzebujących przyszłych czarnych charakterów potrzebowała wsparcia! A tak, marnowały czas na tworzenie prostych rozwiązań dla grupki wybranych księżniczek, które wcale nie były tak dobre, jak powinny być. Dla złośliwej Evy, z którą zresztą Błękitna Wróżka się przyjaźniła, czy dla rozpuszczonej Śnieżki miały czas, ale co z resztą ludzi, która musiała radzić sobie sama. Rumpelstiltskin sam musiał zdobyć moc Mrocznego i jednym kiwnięciem palca zrobił więcej dobrego dla społeczeństwa, niż wszystkie wróżki razem wzięte. Chodzi mi o powstrzymanie wojny z ogrami, która dziesiątkowała poddanych. Nawet później, gdy mrok opanował jego serce, pomagał ludziom znaleźć szczęście. Rzecz jasna niebezinteresownie, ale bez niego Książę z Bajki i Śnieżka nigdy nie byliby razem (i to tyle w kwestii ich słynnych "I will always find you").
Odbiegłam trochę od tematu, a raczej przybliżyłam Wam to, co znajdziecie w drugiej części tekstu, który już niebawem pojawi się na blogu. Ostrzegam, że po przeczytaniu wszystkich tekstów z mini serii Czarne charaktery, już nigdy nie spojrzycie na złoczyńców w ten sam sposób. Wierzę, że uda mi się ocieplić ich wizerunek, bo jeśli Gosiarella nie da rady to kto da?! Następnym razem będzie mniej historii z Once Upon a Time, słowo!

By odpowiedzieć sobie na te pytania musimy przyjrzeć się historiom z Once Upon a Time (UWAGA! spoilery hasają na wolności!). Każdy czarny charakter miał w jakiś sposób nieszczęśliwe dzieciństwo. Cora (matka Reginy/ Królowa Serc) była biedną córką młynarza, która musiała pracować za dwoje, ponieważ jej ojciec był leniwym pijakiem. Jej pracowitość nie została w żaden sposób doceniona. Wpierw wykorzystał ją ogrodnik podający się za księcia, który ją porzucił, a później szantażował, gdy los w końcu się do niej uśmiechnął, czyli została narzeczoną prawdziwego księcia, Leopolda. Później jej happy end został zniszczony przez księżniczkę Evę, której wcale to nie wystarczyło. Gdy Cora stanęła na nogi, Eva znów podłożyła nogę, tym razem dosłownie. Doprowadziło to do kolejnego poniżenia biednej wieśniaczki w oczach rodziny królewskiej (tym razem innej). W końcu Corze udało się poślubić mężczyznę o błękitnej krwi, jednak nie darzyła go uczuciem, co doprowadziło do wyrwania sobie serca, które mogłoby jej przeszkodzić w stworzeniu wspaniałej przyszłości dla swojego przyszłego dziecka. Wiecie, brak serca i władanie czarną magią nie zrobiło z niej matki roku.
Skoro o dziecku mowa to była nim Regina. W młodości była słodką istotką brzydząca się magią. Pragnęła tylko żyć u boku swojej prawdziwej miłości, Daniela. Teraz również się nie udało, bo w jej życiu pojawiła się Śnieżka (swoją drogą córka Leopolda i Evy). Mała królewna zdradziła Corze sekret Reginy, przez co Daniel zginął, a Król Leopold poślubił przyszłą Złą Królową. I tym sposobem dobra, szlachetna i całkiem miła dziewczyna została uwięziona w rolach, które nienawidziła - żony króla, który jej nie kocha i macochy dziewczynki, która przyczyniła się do śmierci ukochanego. Każdy byłby sfrustrowany, a gdy do tego dochodzi fakt, że jej jedynym towarzyszem jest zły czarnoksiężnik podsycający jej gniew by nauczyć potężnej magii to nie powinniśmy się spodziewać, że Regina będzie śpiewać radośnie przy akompaniamencie ćwierkających ptaszków. Pomimo całego zła, które ją spotkało, ona ciągle zmagała się ze swoim mrokiem. Mówcie co chcecie, ale trzeba mieć mocny charakter by podejmować takie próby, gdy wszystko ciągle ją przytłacza np. Śnieżka zabija jej matkę, córka Śnieżki podkrada miłość syna Reginy itp. Kurcze wyszła nam z tego niezła wojna zwaśnionych rodów.
To może dla odmiany przytoczmy przykład kogoś niespokrewnionego z rodziną Młynarzy/Millsów. Może Królową Śniegu? Będzie w miarę świeża historia, bo z czwartego sezonu (ogólnie jestem zachwycona wplątaniem Frozen do Once Upon a Time!). Ingrid/Królowa Śniegu jest moim zdaniem najcieplejszym i najprzyjemniejszym złoczyńcą przedstawionym dotąd w serialu. Nawet będąc zła jest kochająca i troskliwa względem Emmy i Elsy. Co prawda z całą resztą radzi sobie gorzej, ale czego można było się spodziewać po kobiecie, która całe dzieciństwo spędziła w ukryciu, bo nikt nie potrafił jej wytłumaczyć, że jest kochana i akceptowana. Oczywiście jej siostry niby ją wspierały, ale czy ktoś, kto kocha swoją siostrę pozwala jej spędzić całe życie w zamknięciu, gdy oni bawią się na wspaniałych balach? Nie sądzę...
Najsmutniejsze jest w niej to, że jedyne czego pragnęła to miłość sióstr i gwarancja, że nie zrobi im krzywdy.
Na koniec bardziej współczesny złoczyńca od Dreamworksa, czyli Megamocny. Jego dzieciństwo to dopiero było smutne, nie mówiąc już o tym, że wszystkimi możliwymi sposobami los zmusił go do bycia złym. Gdy był małym, niebieskim berbeciem stracił rodziców, a przy okazji wszystkich krewnych i dwunogów z jego gatunku, gdy jego planeta wpadła do czarnej dziury. On sam został wcześniej wpakowany do mini kapsuły ratunkowej i wysłany w kosmos, aż trafił na Ziemię. Miał trafić do kochającej rodziny, jednak "dobry charakter" go wypchnął, zajmują jego miejsce. Przez to podłe przejęcie domu, nasz mały złoczyńca trafił do więzienia, gdzie dorastał wśród kryminalistów. Mimo nieprzychylnego losu starał się być dobry i zdobyć przyjaciół, jednak wszyscy traktowali go, jak złoczyńce. W końcu znudziły mu się próby, postanowił dorosnąć do oczekiwań społeczeństwa względem niego.
Tak, zdecydowanie nikt nie rodzi się zły, tylko do tego dorasta. Często ich zło jest efektem postępowania tych dobrych, którzy wcale tak nieskazitelni nie są. Swoją drogą jestem bardzo ciekawa gdzie były dobre wróżki, czy inne matki chrzestne, gdy te złe królowe i reszta potrzebujących przyszłych czarnych charakterów potrzebowała wsparcia! A tak, marnowały czas na tworzenie prostych rozwiązań dla grupki wybranych księżniczek, które wcale nie były tak dobre, jak powinny być. Dla złośliwej Evy, z którą zresztą Błękitna Wróżka się przyjaźniła, czy dla rozpuszczonej Śnieżki miały czas, ale co z resztą ludzi, która musiała radzić sobie sama. Rumpelstiltskin sam musiał zdobyć moc Mrocznego i jednym kiwnięciem palca zrobił więcej dobrego dla społeczeństwa, niż wszystkie wróżki razem wzięte. Chodzi mi o powstrzymanie wojny z ogrami, która dziesiątkowała poddanych. Nawet później, gdy mrok opanował jego serce, pomagał ludziom znaleźć szczęście. Rzecz jasna niebezinteresownie, ale bez niego Książę z Bajki i Śnieżka nigdy nie byliby razem (i to tyle w kwestii ich słynnych "I will always find you").
Odbiegłam trochę od tematu, a raczej przybliżyłam Wam to, co znajdziecie w drugiej części tekstu, który już niebawem pojawi się na blogu. Ostrzegam, że po przeczytaniu wszystkich tekstów z mini serii Czarne charaktery, już nigdy nie spojrzycie na złoczyńców w ten sam sposób. Wierzę, że uda mi się ocieplić ich wizerunek, bo jeśli Gosiarella nie da rady to kto da?! Następnym razem będzie mniej historii z Once Upon a Time, słowo!
